
Polityka
Znowu dajemy się rozgrywać
Czas zacząć wreszcie poważnie rozważać dechinyzację TikToka
W Rumunii podejrzenia wzbudza wynik prorosyjskiego kandydata Călina Georgescu, który zdobył 1. miejsce w wyborach prezydenckich. Było to wielkie zdziwienie dla opinii publicznej, bo sondaże wskazywały, że jego wynik nie przekroczy paru procent.
Rumuńscy eksperci przekonują, że za sukcesem kandydata stoi TikTokowe tsunami. Valentin Jucan (szef ichniejszego odpowiednika KRRiT) twierdzi, że platforma zalewała użytkowników treściami i komentarzami z tysięcy fejkowych kont wspierającymi Georgescu.
Ma to już swoje konsekwencje - szef chińskiej platformy zostanie wezwany do Parlamentu Europejskiego, aby obronić TikToka przez tymi oskarżeniami. Z pewnością zrobi to dość skutecznie, bo kto udowodni mu, że ktoś manipulował algorytmem? Wystarczy powiedzieć, że "algorytm sam się uczy na użytkowniku, nikt nie wie jak on dokładnie działa" i temat zamknięty.
Rosjanie perfekcyjnie potrafią wykorzystać specyfikę krótkich, wizualnych treści do generowania emocji. A algorytm lubi emocje, no więc je pokazuje. Tak właśnie rozmywa się odpowiedzialność za działalność algorytmu.
O tym jak ta odpowiedzialność jest ważna pisałem o tym już parę lat temu w swoim tekście "TikTok, czyli jak Chiny wybiorą ci rząd". Tłumaczę tam, że manipulacja algorytmem to manipulacja naszą percepcją świata. Każdy przeczytany post, każdy obejrzany filmik, ma wpływ na to jak widzimy świat. A więc ma też wpływ jak zagłosujemy w wyborach i kto będzie nami rządził.
Gdy ta moc jest w rękach zachodniej firmy - możemy ją pociągnąć do odpowiedzialności.
Gdy jest w rękach chińskiego reżimu - możemy co najwyżej wezwać właściciela i słuchać jego kłamstw.
I tu należy sobie zadać bardzo ważne pytanie - dlaczego na Zachodzie rozmawia się o ograniczeniu Chińskiego kapitału w Europie, ale nie rozmawia się o ograniczeniu ich dostępu do głów Europejczyków? Czas z tym wreszcie skończyć.


